Negatyw no-name i skaner

Rok temu kupiłem całe pudło kolorowych negatywów, które zostały w jednym z marketów po promocji jakiegoś barwidła włosów. Po terminie ważności i z dużą dozą prawdopodobieństwa nie były przechowywane w odpowiednich dla negatywów warunkach. Jednym słowem „ryzyk fizyk”.

Kto był producentem tego materiału nie wiem. Być może ktoś kto potrafi czytać z kodów na perforacji byłby w stanie to określić, ale w sumie czy jest to takie istotne kiedy się skanuje? Kiedy robi się odbitki kolorowe pod powiększalnikiem wybór materiału ma istotne znaczenie dla tego co otrzymamy na obitce. W przypadku skanowania, na podstawie własnych doświadczeń, stwierdzam, że to jaki jest to negatyw jest już mniej ważne, pod warunkiem, że się ma możliwość robienia tego własnoręcznie i z wykorzystaniem w miarę przyzwoitego oprogramowania i skanera.

Skanowanie

Skanowanie kolorowych negatywów to dla mnie zawsze niezła zabawa. Szczególnie kiedy korzysta się z oprogramowania mającego zdefiniowane maski koloru dla materiałów różnych producentów. Teoretycznie można każdą klatkę po standardowym skanie, przepuścić przez tryby jakiegoś edytora zdjęć i wymerdać suwakami co tam się podoba, ja jednak upodobałem sobie robienie tego już podczas skanowania skoro mam taką możliwość. Muszę zaznaczyć, że nie kieruję się podczas skanowania kolorowych negatywów potrzebą odwzorowania rzeczywistych kolorów, od tego mam slajd.

Przykładowe skany

Skan z wykorzystaniem standardowej maski SilverFasta.

standard

Jeden z testowych skanów z wykorzystniem maski Fuji NPS 160.

fuji-nps-160

Moim zdaniem kupowanie drogich negatywów, z których nie będzie się robiło odbitek tradycyjnymi metodami jest stratą pieniędzy. Macie własne zdanie na ten temat?

Do pobrania

Przykłady tej samej klatki zeskanowanej przy użyciu SilverFasta z wykorzystaniem zdefiniowanych masek negatywów do pobrania jako spakowane archiwum test.zip (1.7 MB) skany są niewielkie (630px w podstawie) i jest ich 22.

 

Udostępnij