Bez przesady z plagiatami

W 2007 roku Getty Images wygrało sprawę o plagiat jednego ze zdjęć z ich oferty. Niby nic dziwnego, w zasadzie słuszna sprawa, a jednak było to dość zaskakujące orzeczenie, gdyż nie dotyczyło w tym przypadku zwyczajnej kradzieży zdjęcia i jego wykorzystania, tylko wykonania zdjęcia będącego w opinii Getty Images zamierzoną kopią jednej fotografii z ich katalogu. Podobieństwo tych zdjęć nie jest zapewne przypadkowe, na jednym i drugim widać całującą się parę jadącą na karuzeli z konikami. Zdjęcia na pewno są do siebie podobne, ale czy na tyle by stwierdzić, że powstała identyczna kopia?

kurki

Podobno Ian Sanderson, autor oryginalnej fotografii, kiedy zobaczył kopię, stwierdził że to jego dzieło. Poniżej zestawienie tych dwóch zdjęć, zaczerpnięte z artykułu „Getty Images wygrywa w sądzie sprawę o plagiat” (Fotal.pl – 2007-12-10)

W tej sprawie nie bez znaczenia są również pieniądze, różnica pomiędzy zakupem licencji od Getty Images, a zapłatą za wykonanie zdjęcia, które stało się przyczyną sprawy. Czy winny jest autor plagiatu? Podobno zrobił je wg. szkicu który otrzymał od zleceniodawcy, jeśli tak, to zleceniodawca może być złodziejem, tylko że chodzi nie o samo zdjęcie, a sytuację przedstawioną na zdjęciu, a może zleceniodawca nie widział zdjęcia Sandersona? Wyrok jaki zapadł w tej sprawie pozostawił chyba więcej pytań niż odpowiedzi.

Przyznam się, że mam mieszane uczucia, no bo jak to? – nie mogę już zrobić zdjęcia, które będzie podobne by nie być posądzonym o kradzież?

Bez przesady

Na blogu Zawsze Kwadrat można przeczytać o problemach Davida Burdeny, któremu zarzucono, że zdjęcia z jego wystawy „Sacred & Secular” są bardzo podobne do zdjęć autorstwa Sze Tsung Leong z wystawy „Horizons”.

A w rodzimym wydaniu internetowych galerii np. dyskusja o te dwa zdjęcia: „Spełnienie” – ScarletOhara oraz „Embrion” – ~BudhaBar. Trzeba zaznaczyć, że dyskusja nie była sprowokowana przez samych autorów.

Postanowiłem dorzucić do tego worka jeszcze dwa zdjęcia, których podobieństwo jest dość zaskakujące. Autorami tych zdjęć są Henrii Cartier-Bresson i Zofia Rydet.

Nie wiem czy oboje autorzy wiedzieli o istnieniu tych zdjęć. Zdjęcie Bressona było wykonane o kilka lat wcześniej od zdjęcia Zofii Rydet. Czy nieżyjąca już niestety polska artystka widziała to zdjęcie Francuza i wzorując się na nim wykonała swoje? A jeśli tak, to co z tego? Plagiat, inspiracja,
a może …

… paralelizm

Istnieje pojęcie paralelizmu twórczego, mówiące o tym, że może dojść do równoległego powstania podobnych dzieł stworzonych przez różnych autorów, którzy nie mieli wcześniej kontaktu i nie znali nawzajem swojej twórczości. Każdy z nas może przecież wpaść na podobny pomysł, np. zrobienia serii portretów w kwadratowym kadrze, domkniętych winietą, z centralnie ustawionym modelem i wzorzystą tapetą w tle lub sfotografować taki sam widok.

Fotografia w tym przypadku jest w szczególnie kłopotliwej sytuacji, są przecież miejsca/widoki/sceny sfotografowane tak wiele razy, że prawdopodobieństwo powstania dwóch czy więcej zdjęć bardzo podobnych do siebie jest bardzo wysokie. Na to nakłada się jeszcze podobieństwo np. stosowania takiej samej optyki, materiałów, aparatów i powstaje „bigos”, w którym doprawianie zdjęć indywidualną, autorską obróbką może już nie wystarczyć i ktoś krzyknie – to jest plagiat!.

Wszystkim życzę by mogli odpowiedzieć tak jak poniżej :)

Linki w tym temacie:

Visual plagiarism: when does inspiration become imitation? – www.epuk.org

Getty Images wins 'plagiarism’ appeal over lookalike photograph – www.epuk.org

Zawiść, wtórność, brak polotu – zawsze-kwadrat.pl

Copycat or Not? Photographer Challenged Over Look-Alike Work – www.pdnpulse.com

Getty Images wins 'plagiarism’ appeal over lookalike photograp

Udostępnij

Jedna odpowiedź do „Bez przesady z plagiatami”

  1. Jeśli założymy, że coś co nazywamy fotografią powstało w 1839 roku i trwa do dnia dzisiejszego właściwie w niezmienionej formie (zmieniają się tylko możliwości techniczne), a w ostatnich latach, kiedy aparaty trafiły pod strzechy dzięki technologii cyfrowej i połowa ludzkości „pstryka” bez opamiętania rejestrując biliony zdjęć, to przez blisko 200 lat powstało tyle zdjęć i ludzi i sytuacji i obiektów i pejzaży i kompozycji, że jest wręcz niemożliwym żeby jakiś procent w tej masie uwiecznionego materiału nie był podobny do innego już wcześniej sfotografowanego. Wychodzi na to, że jeżeli ktoś będąc w Paryżu sfotografuje wieżę Eiffla, to wcześniej powinien jakimś cudem przejrzeć wszystkie możliwe zdjęcia wieży i znaleźć takie ujęcie jakiego jeszcze nikt nigdy wcześniej nie zrobił, bo w przeciwnym razie powinien, zaraz po naciśnięciu spustu migawki, udać się na posterunek policji, aby poinformować o popełnieniu plagiatu. A jeśli zdecydujesz się zamieścić taką fotkę w którejś ze swoich publikacji, od tego momentu drżysz czy nie przyjdzie wezwanie do sądu, który wymierzy karę o absurdalnie astronomicznej wysokości, bo ktoś cię ubiegł.
    Paryż z miasta zakochanych stałby się miastem aresztowanych.
    Jeszcze taka jedna refleksja. Jeśli aparat byłby jak gumka do ścierania i każde „pstryknięcie” wymazywałoby fotografowany obiekt, to świat pewnie byłby już po prostu białą plamą.